Rodzina wielorodzinna

Rozwiedli się i zawarli nowe małżeństwa. Teraz wspólnie z tłumem dzieci tworzą związki, których nie potrafimy nawet nazwać.

MAŁGORZATA FIEJDASZ KRYSTYNA ROMANOWSKA

Ostrzegamy: łatwo się będzie pogubić. Czeka was gąszcz poplątanych relacji i krzyżujących się związków rodzinnych. Kto jest kim dla kogo? Będą tu wszyscy: dzieci naszych bohaterów, ich dzieci z poprzednich małżeństw, dzieci ich byłych żon i byłych mężów urodzone w związkach z nowymi partnerami. I z poprzednimi partnerami. Będą małżonkowie i byli małżonkowie, teściowie i byli teściowie. Będzie to zagmatwane i skomplikowane, tak jak zagmatwana i skomplikowana bywa rodzina u progu XXI wieku.

Kiedyś świat był prostszy. Mama i tata, dzieci, dwie pary dziadków. Koniec, kropka. Dziś struktury rodzinne wylały się poza tradycyjne ramy i nawet nasz język nie nadąża za tymi zmianami. Kim jest dla mnie brat mojego brata, który nie jest moim bratem? A kim jest trzecia żona mojego pierwszego męża, która jest madcą chrzestną mojej córki z drugiego małżeństwa?

Prosimy więc o cierpliwość i skupienie. W przeciwnym razie nie zrozumiecie, jak jest zbudowana i jak funkcjonuje rodzina wielorodzinna.

Na Wszystkich Świętych pani Barbara Schillcr, właścicielka salonu z antykami w Zielonej Górze, zrobiła obiad dla 12 osób. Najpierw miało być skromniej, ale kilka dni przed Świętem Zmarłych z Kołobrzegu zadzwonił jej były maż Zenon i zapytał, czy mógłby upaść z najmłodszym synem. Ludwik, obecny mąż pani Barbar)', bardzo się ucieszył, bo chciał zabrać Zenona na pchli targ, żeby pokazać mu, co ciekawego ostatnio tam wypatrzył. Przy stole usiedli: pani Barbara ze swoim drugim mężem i dwójką dzieci, jej były mąż z synem z nowego związku, Kuba - syn Barbary i Zenona - z żoną i jeszcze kilkoro przyjaciół.
- Nikt nie pochwalił jedzenia - mówi pani Barbara - więc nie wytrzymałam i zapytałam: jak smakował obiad? W odpowiedzi usłyszałam: A co? Dwóm mężom byś źle gotowała?

Gdy spotykają się latem w Kołobrzegu, zajmują zwykle pól plaży. Obok siebie - ponieważ mają mnóstwo tematów do umówienia - rozkładają ręczniki obecny i były mąż Barbary. Ona sama wraz z obecną żoną eks-męża zaśmiewają się, widząc, jak przyrodni bracia i siostry wciągają się do wody. Razem jest ich ośmioro. - Tłum jak w cygańskiej rodzinie - śmieje się Barbara Schiller. Wczasowicze przyglądają się im ze zdumieniem. - Obserwują nas, ciekawi konfiguracji: kto jest czyim mężem, dzieckiem i dlaczego jest nam tak wesoło - opowiada Barbara Schiller.

Jej obecna rodzina składa się z dwóch rodzin, jakie powstały po ruzstaniu z Zenonem. 10 lat po rozwodzie, kiedy już oboje znaleźli kolejnych partnerów, odnowili ze sobą kontakt. Od 20 lat nie wyobrażają sobie życia bez rodzinnych spotkań przy każdej nadarzającej się okazji albo i bez. Stworzyli rodzinę, którą socjologowie nazwali „zrekonstruowaną", psychologowie „powtórną", ale chyba najwłaściwszą nazwa dla niej będzie rodzina „wielorodzinna".

- Takich rodzin będzie w Polsce przybywać - uważa Anna Giza z Instytutu Socjologii UW. - Dla wielu osób rozwód nie jest już dzisiaj dramatem ekonomicznym, a wówczas łatwiej o utrzymywanie poprawnych stosunków, bo nikt nikomu nie wyrządził materialnej krzywdy - mówi.

Rodzina od początków dziejów ludzkości była gwarantem przetrwania, bez niej człowiek nie miał szans na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb. - Jeszcze w czasach PRL rodzina była bardziej jednostką ekonomiczną niż psychologiczną - zauważa Giza. - Jedna osoba stała w kolejce, druga odbierała dziecko z przedszkola. Nie było alternatywy, poza małżeństwem człowiek miał przechlapane.

Dziś pozostanie razem coraz częściej przestaje być nieodzownym warunkiem przetrwania. Rozwijający się sektor usług eliminuje wiele ról, w których dawniej występowali małżonkowie. Nie trzeba już gotować - można zamiast tego wyskoczyć do baru szybkiej obsługi lub kupić mrożonkę i włożyć ją do mikrofalówki. Nie trzeba prać, bo na osiedlu jest pralnia. Awans edukacyjny, zawodowy i społeczny kobiet sprawił, że mogą one samodzielnie zdobywać środki do życia.

Tak więc wspólny budżet domowy coraz częściej przestaje być głównym czynnikiem więzi. - Dzisiaj w rodzinie mamy się przede wszystkim dobrze czuć. Rozwijać osobowość, zyskiwać uznanie i być kochanym - mówi Giza.

A to wszystko można przecież znaleźć także w rodzinie złożonej z byłych i aktualnych małżonków, dzieci z poprzednich i obecnych związków oraz podwojonej liczby dziadków i teściów. I chociaż siatka relacji, zależności, układów w takiej rodzinie jest bardzo skomplikowana, a pogodzenie się z niektórymi uczuciami wymaga wiele czasu, to efekt bywa tak pozytywny jak w przypadku rodziny pani Barbary Schiller.

Paradoksalnie zdarza się więc, że w końcowym bilansie psychologiczne zyski przeważają nad stratami, wynikającymi z wcześniejszego rozbicia rodziny. Przykład wielorodzinnych rodzin, które zgodziły się podzielić z „Newsweekicm" swoimi doświadczeniami, świadczy o tym, że można zapomnieć o ranach i złych wspomnieniach związanych z rozstaniem i zbudować nowe, harmonijne relacje.

Najpierw jednak jest rozwód, l nawet jeśli ma on pokojów)' przebieg, zawsze rani obie strony. Byłym małżonkom trudno jest się potem widywać, rozmawiać. Naturalnym powodem do tego staje się dziecko.

- Na pewno po rozstaniu przestalibyśmy się kontaktować, gdyby nie nasza córka .Natalia - mówi Ewa Borkowska z Warszawy, redaktor naczelna serwisu internetowego dla kobiet. Pięć lat po ślubie, w 1988 r., jej mąż wyjechał do Kanady, ona została w Polsce. To był koniec ich związku. Gdyby nie to, że ich szesnastoletnia dziś córka Natalia spędza co roku wakacje z ojcem, pewnie nawet nie telefonowaliby do siebie.

Adam Lewiński, agent ubezpieczeniowy Nationale Nederlanden, od czterech lat co weekend jeździ z podwarszawskich Marek do Radzymina, gdzie razem z byłą żoną i jej nowym mężem mieszka jego ośmioletni syn Artur. Zdaniem Adama jego byłe małżeństwo to książkowy przykład niedopasowania się. Po dwóch latach skończyło się rozwodem. - Raczej nie dążyłbym do spotkań z byłą żoną, gdyby nie dziecko. Bo i po co? - śmierdzą Lewiński.

Gdyby nie starania rodziców, zapewne żyliby z dala od siebie także czterej „bracia", którzy skomplikowane relacje rodzinne sprowadzają do zdania: „Brat mojego brata nie jest moim bratem". Najstarszy - Piotr Piwkowski to syn Tomasza i Krystyny. Jego bracia prżyrodni Józef i Jacek urodzili się w kolejnym związku ojca. A Eryk Kulm - najmłodszy z rodzeństwa - w kolejnym związku matki.

- Pretekstem do spotkania pojednawczego naszych rodzin był fakt, ze moja mama chciała, aby Piotr miał kontakt z ojcem - wspomina Józef „Żuk" Piwkowski, producent filmowy.

Od lewej: Józef „Żuk" Piwkowski, Jacek Piwkowski, Eryk Kulm, Piotr Piwkowski. Józef, Jacek i Piotr mają tylko wspólnego tatę. Eryk i Piotr mają tylko wspólną mamę. Józef i Jacek mają wspólnych i mamę, i tatę. Zagadka: kim zatem jest Eryk dla Józefa i Jacka?
Od lewej: Józef „Żuk" Piwkowski, Jacek Piwkowski, Eryk Kulm, Piotr Piwkowski. Józef, Jacek i Piotr mają tylko wspólnego tatę. Eryk i Piotr mają tylko wspólną mamę. Józef i Jacek mają wspólnych i mamę, i tatę. Zagadka: kim zatem jest Eryk dla Józefa i Jacka?
Od zarania dziejów ludzkości rodzina była instytucją ekonomiczną, gwarantującą przetrwanie. Dzisiaj już możemy przeżyć bez niej. Rodzina zaspokaja głównie potrzeby psychiczne - mamy się w niej dobrze czuć.

 

Dziś bracia przyjaźnią się i wspierają, a sposób, w jaki rozmawiają, świadczy o tym, że rozumieją się w pól słowa. Nieustannie żartują na temat wzajemnych relacji: - Łączą nas wspólne zainteresowania: tenis i piwo. Młodsi uczyli się od starszych palić papierosy, pić wódkę i chodzić na dziewczyny - konkludują ze śmiechem.

Ich obecne rodziny są bardzo liczne, zwłaszcza gdyby zliczyć wszystkie byłe i obecne żony braci. W sumie jest ich siedem i niemal każda z nich ma jedno lub dwoje dzieci. One także spotykają się ze sobą.

Ale nie tylko więzi pokrewieństwa w rodzinach wielorodzinnych są skomplikowane. Jeszcze trudniejsze bywają relacje wewnątrz tych rodzin. Zwłaszcza te, które dotyczą dzieci i nowych partnerów zjawiających się na miejsce mamy czy taty. Jak tłumaczy psychoterapeutka Iwona Oleksiuk-Tobola, każda rodzina ma inny system wartości i przekazów. - Normy, które do tej pory obowiązywały w dwóch domach, nagle spotykają się pod jednym dachem. To może być pretekstem do prowadzenia niebezpiecznej gry wartościami: czyje zasady są lepsze, mamy czy taty.?

Dzieci wybierają te normy, które im odpowiadają. Na przykład jeżeli przybrany ojciec pozwala wrócić do domu o 22.00, a mama każe być już o 20.00 - wracają tak. jak jest im wygodniej.

Natalia Borkowska, która miała trzy lata, gdy ojciec wjechał do Kanady, nigdy nie musiała wybierać między mamą a tatą. - Nie byłam przez nich przekupywana. Mamie nie przeszkadzało, że dostaję prezent)' od taty - wspomina. Mimo to pierwsza podróż do
Toronto, gdzie ojciec zamieszkał z nową partnerką, była ciężkim przeżyciem.

- Miałam 10 lat, kiedy zobaczyłam ich i dotarło do mnie, że są razem. Nie lubiłam Violi dlatego, że znała ojca lepiej ode mnie. Wiedziała dokładnie, co lubi, a czego nie. Byłam zazdrosna, że ma ojca na własność, a ja tylko przez telefon. Kłóciłyśmy się obie i ja kłóciłam się z ojcem, który nie zawsze trzymał moją stronę - mówi .Natalia. Polem tło rywalizacji o ojca było nawet łóżko.
- Dochodziło do przcśmicsznych przepychunek: mała Natalia kłóciła się z dorosłą Violą o to, która z nich będzie spała z Pawiem - przypomina sobie Kwa Borkowska. Pamięta, że po przyjeździe z Kanady córka zazwyczaj nie miała nic do powiedzenia na
temat Violi. Teraz obie są koleżankami, chodzą razem na zakupy, ostatnio Natalia przywiozła biżuterię, którą jej kupiła Viola. Jest między nimi nić porozumienia.

Bardziej płynnie, bez początkowych Zgrzytów ułożyły się relacje w rodzinie Adama Lewińskiego - tego, który na weekendy jeździ z Marek do Radzymina, jego zdaniem ośmioletni syn Artur nic miał większych kłopotów z zaakceptowaniem jego drugiej żony. Świetnie się dogadali. mówią sobie po imieniu. Lewiński ustalił reguły postępowania wobec syna /. drugim mężem swojej byłej żony. - Kiedy dziecko jest u mnie w domu, ja zajmuję się jego wychowaniem, a kiedy jest u siebie - u\-chowują go on i matka - mówi Lewiński.

Chociaż na razie nic ma zgrzytów, ojciec Artura dostrzega, ze syn nie potrafi jeszcze zrozumieć i zaakceptować nowej sytuacji rodzinnej. - Wydaje mu się, że wrócę do jego matki i znowu będziemy mieszkali razem - mówi Lewiński.

- Dzieci, zwłaszcza młodsze, lubi;) fantazjować, że rodzina może być taka jak dawniej. Najważniejsze jest uświadomienie im, ze nie ma powrotu do poprzedniej sytuacji - potwierdza Rościszewska-Woźniak.

W drugim związku trzeba zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa. Trzeba tłumacyć: „Nie będę cię mniej kochała dlatego, że mam kogoś drugiego". Tylko wówczas, gdy dziecko nie będzie zazdrosne o drugiego partnera, jest szansa, że nawiąże siv między nimi przyjaźń. Bez niej niemożliwe byłyby wielorodzinne święta, grupowe wyjazdy.

Barbara Schillcr przyjaźni się z Piotrem, synem byłego męża z. następnego małżeństwa. Często dzwoni do mej także siostra Piotra - Kasia: „Ciociu, mogę do ciebie przyjechać?" - pyta. Latem wszystkie dzieciaki z obu dzisiejszych małżeństw razem wspinaj;) się na skałkach.

Wspólne przebywanie przyrodniego rodzeństwa, zwłaszcza na początku znajomości, wymaga od rodziców taktu i uwagi. - Absolutnie nie należy wpakowywać starszego dziecka w opiekę nad młodszym rodzeństwem, jeżeli wyraźnie tego nie chce - ostrzega psycholog dziecięcy Monika Rościszewska-Woźniak.

Jeszcze po przeszło czterdziestu latach Piotr Piwkowski przypomina sobie dziecięcą zazdrość wobec przyrodniego brata Eryka. - Byłeś oczkiem w głowie mojego ojczyma, bardziej cię rozpieszczał - żartobliwie wypomina bratu. - A ty mnie specjalnie wywróciłeś z wózka i spadłem twarzą na szyszki - przekomarza się Eryk. Dziś śmieją się ze swoich dawnych, dziecięcych uczuć i właściwie trudno im jest przypomnieć sobie poważniejsze konflikty, zwłaszcza że wspólne dorastanie wzbogaciło ich.

- Gdyby nie Piotr, starszy ode mnie o osiem lat brat przyrodni, prawdopodobnie nic zostałbym muzykiem jazzowym - twierdzi Eryk Kulm, dziś znany perkusista.

Piotr był dla mnie guru przychodzili do nas jego znajomi muzycy i to od nic zaraziłem się jazzem. Twórcza atmosfera w rodzinie udzieliła się także Józefowi "Żuukowi", który jest operatorem filmowym.

Barbara Schillcr nic ukrywa, że jej najstarszy syn, 32-letni Kuba, jest podziwiany przez młodsze rodzeństwo, które naśladuje nie tylko jego sposób ubierania się, ale także z zapamiętaniem uczy się języków, żeby - podobnie jak Kuba - podróżować po świecie. - Jest dla nich absolutnym wzorem - stwierdza Barbara Schillcr, nie ukrywając dumy z syna.

Czy podobnie będzie kiedyś w przypadku Natalii i jej przymilniej siostry z Kanady, dwuletniej Kasi.- Na przeszkodzie stoi nie tylko różnica wieku, ale także to, że widują się rzadko. Na szczęście pierwsze lody został}' już przełamane. Natalia zaakceptowała poszerzenie rodziny o nową osobę. Pojawienie się przyrodniej siostry było jednak kolejną, ciężką próbą we wzajemnych relacjach z ojcem i jego żoną. - Kiedy usłyszałam, że Viola jest w ciąży, wpadłam w rozpacz. Nie chciałam rozmawiać z tata. Obiecałam sobie, że jak go spotkam, to mu nawciskam. Przez dziewięć miesięcy nienawidziłam ich oboje - mówi szczerze Natalia. Dziś przyznaje, że lubi Kasię.

 - Tata powiedział, że będzie tłumaczył Kasi, że jestem jej siostrą i mam do niego takie same prawa. Ale czasem myślę: ona ma go 24 godziny na dobę, a ja tylko w wakacje i tak już pozostanie na zawsze... - mówi Natalia. Jednak kiedy dwa lata temu ojciec przywiózł po urodzeniu córeczki album z jej zdjęciami i Natalia zobaczyła obok swojej fotografii podpis half sister (po angielsku: siostra przyrodnia, w dosłownym tłumaczeniu „pół siostry"), zaprotestowała. - Sam jesteś pół ojca. .Albo jestem siostrą albo wykreśl mnie z tego albumu. I ojciec wymazał korektorem sporną połówkę.

Przyrodnie rodzeństwo jest często jedyną szansą na posiadanie brata lub siostry. Wanda Kwietniewska, wokalistka najpierw Lombardu, a później zespołu Wanda i Banda, dosyć późno zdecydowała się na dziecko i nie planuje już następnych. Dlatego cieszy się, że sześcioletnia Karina ma przyrodniego brata Tomka - syna jej obecnego męża z poprzedniego małżeństwa. - Gdy Karinka dorośnie, a my kiedyś odejdziemy, będzie miała leszcze jedna osobę z rodziny. Nie zostanie sama - mówi Wanda.

18-letni Tomek żyje dziś w Kanadzie. Był nawet moment, że chciał przeprowadzić się do nich na stale. Wanda me miała mc przeciwko temu. - Gdyby okazało się, żemój mąż ma jeszcze inne dziecko, o którym nie słyszałam, traktowałabym je tak samo jak 'Iomka. Uważam, że nie można krzywdzić ludzi, którzy są lub byli dla naszych partnerów istotni.

Nawet argentyńskie seriale nie pokazują, jak zaskakujące konfiguracje tworzą się między poszczególnymi członkami rodziny  wielorodzinnej. Przyjaźnić mogą się ze sobą byli i obecni teściowie, eks-malżonkowie, bracia z byłymi bratowymi.

W grupie przyjaciół, z którą co roku Wanda Kwietniewska spotyka się na Mazurach, jest także jej pierwszy mąż Janusz Laskowski T. nową żoną i ich synem. - Oboje pasjonujemy się motorowodniactwem. Stwierdziliśmy, xc dalej trzeba jeździć na wakacje razem. Kiedy poznałam Monikę - nową żonę Janusza - od razu ją zaakceptowałam i byłam szczęśliwa, że ułożyli sobie życie - opowiada Wanda. Gdy urodził się im Wojtek, poprosili Wandę, by została jego matką chrzestna: - Było to dla mnie bardzo mile potwierdzenie, jak jesteśmy sobie bliscy. Wiem, że gdyby u mnie albo u nich działo się źle, na pewno sobie pomożemy.

Wanda jest zaprzyjaźniona nic tylko z żoną byłego męża, ale także z byłą żoną swojego obecnego męża Andrzeja.

Pączkowanie rodziny wielorodzinnej odbywa się w różnych kierunkach. Jackowi Piwkowskiemu, który w przeciwieństwie tło braci pozostał kawalerem, grono znajomych rosło wraz z pojawieniem się kolejnej nowej żony któregoś z braci. Dziś przyiaźni się z większością byłych i obecnych małżonek rodzeństwa. - Staram się być pomocny. Gdy jedna z nich wyjeżdża za granicę, mieszkam w jej domu i opiekuję się psem - przyznaje Piwkowski.

Również Barbara Schiller od lat przyjaźni się z drugą żoną swojego pierwszego męża. Gdy na horyzoncie pojawiła się nowa kobieta, zadecydowały, że zawiązują przeciw niej koalicję: pierwsza i druga żona przeciwko potencjalnej trzeciej. Wygrały.

Lubią się też obaj mężowie Barbary. Pierwszy - Zenon nie może nachwalić się Ludwika. -Jestem mu wdzięczny za wychowanie mojego syna Kuby. Ja tylko wysyłałem alimenty, a on był z nim codziennie i kształtował jego charakter. Jak w tym chaosie odnajdują się babcie i dziadkowie? Radzą sobie, i to nie najgorzej.

- Nasi rodzice świetnie funkcjonują w tym bałaganie - uważa Wanda Kwietniewska. Jej pierwszy mąż jest cały czas w kontakcie z byłymi teściami. Poza tym rodzice jego oraz żony Moniki spotykali się z rodzicami Wandy na Mazurach. Jesienią Wanda wybrała się na grzyby razem z byłym teściem.

Również Ewa Borkowska, której eks mąż mieszka w Kanadzie, utrzymuje regularne kontakty z byłymi teściami. Stara się podobnie jak pozostałe rodziny które rozmawiały z „Newsweckiem" - by porażka małżeństwa nie oznaczała porażki życiowej. Sielankę, jaka dxiś przebija x wielorodzinnego życia naszych bohaterów, poprzedziło cierpienie dzieci, zawiedzione nadzieje rodziców i łzy wylane po obu stronach. Bo przecież nowe szczęście nic zjawiło się ani szybko, ani łatwo. Tylko dzięki cierpliwości, wzajemnej tolerancji i braku zazdrości udało się pogodzić sporne racje. Nie jest to częste zjawisko. Świadczy o tym zdziwienie, z jakim często spotykają się rodziny, które z życiowego dramatu zdołały wyjść w miarę obronną ręką.

- Pewnie, że lepiej by było, gdyby wszyscy żyli i tatusiami i mamusiami do końca świata - mówi Kwa Borkowska. - Ale czasem jest to niemożliwe i jedyne, co mogą /.robić dorośli w takich sytuacjach, to nic przenosić swojego nieszczęścia na dzieci, 'lak poukładać życie, żeby cierpiały jak najmniej.

Patrząc z zewnątrz, można odnieść wrażenie, że rodziny wielorodzinne rzeczywiście żyją szczęśliwiej niż wiele rodzin tradycyjnych. Tak przynajmniej uważają dzieci kanadyjskich przyjaciół Ewy Borkowskiej. Pewnego razu zaczęły zasypywać rodziców pretensjami, że ich życie jest beznadziejnie nudne, bo cała rodzina siedzi w domu. Koledzy z klasy - o, ci to ma ją fajnie! Rodzice większości z nich mieszkają osobno. Dzięki temu dostają dwa razy więcej prezentów, wyjeżdżają do ojców na weekendy, latają samolotami. Mama była jednak nieugięta. Oznajmiła dzieciom: trudno, muszą pogodzić się z nuda. Nie rozwiedzie się tylko dlatego, żeby było ciekawiej i żeby mogły latać tło tatusia z Toronto do Bostonu.

Podziękowania dla Gerda za przesłanie materiałów.


Aleksander Piwkowski