Monstrancja, która wojnę spędziła pod ziemią

Jak organista z kościelnym uchronili dzieło sztuki przed zagrabieniem przez niemieckiego okupanta

Eksponowana w Muzeum Sztuki Sakralnej manierystyczna monstrancja przez całą II wojnę światową spoczywała w dziecięcej trumience na cmentarzu niedaleko pomnika Powstańców. O jej losach opowiedział nam profesor Kazimierz Piwkowski.

Strona opracowana na podstawie artykułu opublikowanego w nr 509 pisma Pałuki z dnia 22 listopada 2001

19 listopada do żnińskiej Sufraganii przybył profesor- Kazimierz Piwkowski i jego żona Leokadia. Podczas spotkania z profesorem usłyszeliśmy historię o ludziach, którzy przyczynili się do tego, by monstrancja z 1630 roku nie została wywieziona w głąb Rzeszy. W ubiegłym tygodniu informowaliśmy czytelników o wystawieniu zabytkowej monstrancji, którą możemy oglądać w żnińskiej Sufraganii. Obecnie należy ona do Muzeum Archidiecezji Gnieźnieńskiej, kiedyś stanowiła majątek żnińskiego kościoła pod wezwaniem św. Floriana.

W latach niemieckiej okupacji, w obawie przed wywiezieniem z Polski została ona starannie ukryta. Czynu tego dokonali: znakomity organista parafii św. Floriana Paweł Piwkowski (ojciec profesora Kazimierza Piwkowskiego) oraz kościelny Władysław Jarocki. - Krótko przed wejściem wojsk niemieckich do Żnina, znajomi Ojca z Niemiec - zaczął opowieść profesor Kazimierz Piwkowski -przekazali wiadomość o zamiarze wywiezienia cennych rzeczy znajdujących się w kościele. 

Wspólnie z kościelnym, a zarazem przyjacielem Władysławem Jarockim postanowili nie dopuścić do tego. Z opowiadań wiem (gdy wybuchła wojna profesor miał 14 lat i nie brał udziału w ukrywaniu cennych rzeczy znajdujących się w kościele - przyp. MGF), że cenne kielichy oraz monstrancją ojciec ukryl.w dziecięcej trumience i któregoś październikowego wieczoru wraz z kościelnym udał się na cmentarz parafialny. Zakopali tę monstrancję w grobie, najprawdopodobniej po prawej stronie od grobu Powstańców Wielkopolskich, w chwili obecnej znajduje się tu nowa część cmentarza. Zarówno monstrancja, jak i kielichy pozostały pod ziemią do czasów zakończenia wojny. Tam przeleżały i o tym wiedziało niewielu. Wiadomo jednak, że odkopane zostały tuż po wojnie i powróciły do żnińskiego kościoła.

Profesor Kazimierz Piwkowski wraz z toną Leokadią i ks. Rafałem Wojtczakiem przyglądają się wystawionej monstrancji Profesor jest pewien, te wystawiona w muzeum monstrancja jest właśnie tą monstrancją, którą w czasie wojny jego ojciec zakopał na Żnińskim cmentarzu. 
fot. Małgorzata Golińska-Fedec

 

Monstrancja w kościele św. Floriana przebywała do końca lat siedemdziesiątych - proboszczem fary był wtedy ksiądz Frąckowiak. Następnie ks. Wacław Jóźwiak zabrał ją do skarbca katedralnego w Gnieźnie, gdzie do dzisiaj przebywa. 

Historię związaną z ukryciem monstrancji profesor Piwkowski poznał dopiero po śmierci ojca. Podczas ciężkiej choroby ojciec jego napisał list do biskupa Lucjana Bernackiego, w którym przedstawił ową tajemnicę związaną z monstrancją. - Ojciec był bardzo skromnym człowiekiem - wspomina prof. Kazimierz Piwkowski. - Jak mawiał... "pokora niebiosy przebija", tego uczył zarówno mnie jak i moich braci. Nigdy się z tym nie obnosił. Powziął taką myśl, żeby te zabytkowe rzeczy uratować, nie zważając na konsekwencje, które mogłyby wyniknąć w chwili złapania ich przez żołnierzy niemieckich - powiedział.

Autor artykułu: MAŁGORZATA GOLIŃSKA-FEDEC


Zobacz też kopię oryginalnego artykułu

Podziękowania dla Gerda za przesłanie materiałów.


Aleksander Piwkowski

2005-02-26